Wpisy

b962942523a01caee7d6dbf00d4d015a,640,0,0,0

„Kiedy w końcu będziesz mamą?!”

Mieć czy nie mieć? Decyzję o posiadaniu dziecka nie zawsze podejmujemy sami. Czasami robią to za nas choroba, strach, los. Ale jak poradzić sobie z oczekiwaniami rodziny, presją społeczną i własną tęsknotą za rodzicielstwem?

„Nie chcę, żeby moją wartość wyznaczał fakt, czy mam dzieci, czy nie. Uważam, że pytania o to, czy i kiedy będę mieć dzieci, nie są fair”, oznajmiła kilka miesięcy temu aktorka Jennifer Aniston (45 l.) w programie „Today” na antenie telewizji NBC. „Nie mam przygotowanej żadnej listy rzeczy, które muszę zrobić w życiu, aby czuć się spełnioną. I nie jest tak, że jeśli czegoś nie zrobię, to wtedy zawiodę jako kobieta albo feministka”- dodała.
Jej słowa zacytowały media na całym świecie. Ulubienica Amerykanek (reprezentująca typ miłej dziewczyny z sąsiedztwa) po raz pierwszy odważyła się ostro zareagować na powtarzane od lat pytania o ciążę. Tym samym w kilku prostych zdaniach wyraziła to, co ciśnie się na usta wielu kobietom, które nie mogą bądź nie chcą zostać matkami. Wszystkie one – niezależnie od szerokości geograficznej czy wykształcenia – pewnego dnia słyszą od znajomych i bliskich: „Dlaczego jeszcze nie macie dziecka? Kiedy chcesz zajść w ciążę? To kiedy w końcu zostaniesz mamą?”.

Kiedyś prokreacja była świętym obowiązkiem każdej pary. Teraz coraz śmielej mówi się o tym, że bycie rodzicem nie jest obowiązkowe. Na drugim biegunie mamy wciąż rosnącą liczbę par (w Polsce szacunkowo ok. 1,3 mln), które mierzą się z problemem bezpłodności i dla których rodzicielstwo pozostaje numerem jeden na liście marzeń i celów. Dla coraz większej grupy osób wspólnym mianownikiem staje się bezdzietność.

„Mamma” przechodzi do historii

„I can barely take care of myself. Tales from a happy life without kids” (Ledwo mogę zadbać o siebie. Opowieści szczęśliwego życia bez dzieci) – bestseller pod tym znamiennym tytułem napisała 40-letnia aktorka komediowa Jen Kirkman, bombardowana hasłami w stylu: „Kto się tobą zaopiekuje na starość?”. Książka trafiła na listę 100 najlepszych 2014 r. w USA, a prestiżowy magazyn „The New York Times” wychwalał dowcip i odwagę autorki. Pojawiły się też liczne głosy konserwatywnych czytelników, zarzucające atrakcyjnej, rozwiedzionej niedawno Jen brak dojrzałości oraz przesadną koncentrację na sobie. Ale wiele Amerykanek utożsamia się z postawą szczęśliwej w swojej bezdzietności Kirkman. Może dlatego, że już jedna na pięć kobiet w USA nie wydaje na świat potomstwa?
Ta liczba – jak wynika z badań przeprowadzonych przez Pew Research Center – w ciągu ostatnich 40 lat wzrosła dwukrotnie. Okazało się, że bezdzietnych kobiet jest więcej we wszystkich grupach etnicznych, włączając w to tak „rodzinne” nacje jak Afroamerykanie i Latynosi. Podobną burzę wywołały w mediach wyniki badań przeprowadzonych wśród kobiet z 24 najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw na świecie i zrealizowanych przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.
„Włoska »mamma« przechodzi do historii! Aż 24 proc. Włoszek w wieku 46 lat nie ma dzieci”, komentował brytyjski infertilewomdziennik „Daily Mail”, dodając, że podobnie jest z Niemkami, Finkami i Brytyjkami.

A u nas? Dzieci nie ma 15 proc. spośród 46-letnich Polek, chociaż ponad połowa Polaków (jak wynika z badań „Rodzina – jej współczesne znaczenie i rozumienie” przeprowadzonych przez CBOS w 2013 r.) deklaruje, że najodpowiedniejszy model rodziny to małżeństwo z dziećmi. Cztery osoby na sto chciałyby jednak żyć w małżeństwie bez dzieci. Z kolei z badań kierowanych przez dr Alinę Kalus z Uniwersytetu Opolskiego wynika, że w Polsce ok. 30 proc. małżeństw nie ma potomka. Brakuje jednak danych, ile z nich chciałoby go mieć, ale nie może.

Wiemy za to, że co piąta polska para ma problem z niepłodnością, więc coraz częściej mówi się o tym, że za bezdzietnością kryją się wielkie emocje i przełomowe wydarzenia, czasem choroby oraz różnego rodzaju lęki. A także decyzje. Jakie?

Z wyboru

- Cześć, jestem „dinksem” – wita się Justyna (43 l.), architekt wnętrz. To określenie to nic innego jak „dual income, no kids” (z ang. podwójne zarobki, żadnych dzieci). Na spotkanie przychodzi sama, bo jej partner wyjechał na snowboard, a ona wybiera się do spa. Gdyby mieli dziecko, taki podział wakacji zimowych raczej nie byłby możliwy, przyznaje Justyna, która nie ma problemu z rozmową na ten temat.

– Nie mieć dziecka to wyzwanie, zwłaszcza w Polsce, gdzie obowiązuje silny kult rodziny – mówi. – My z Arturem już przyzwyczailiśmy się do tego, że pytania o dziecko ciągle padają. Ale nie chcemy być rodzicami. Artur jest typem Piotrusia Pana, dla niego tacierzyństwo to coś totalnie abstrakcyjnego. Na co dzień pracuje jako muzyk, nieustannie znajduje nowe pasje: a to motocykl, a to poker. A mnie macierzyństwo kojarzy się z wielką troską i odpowiedzialnością. Zbyt wielką.
Justyna nie kryje, że musiała pokonać sporo trudności, aby wyrwać się z rodzinnej wioski, w której mieszkały wtedy dokładnie 152 osoby. Jeden sklep, jeden warsztat, duży sosnowy las, kemping z jeziorem dla nielicznych turystów. Koniec. – Rodzice byli wiecznie umęczeni: pracą na roli, brakiem pieniędzy, szóstką dzieci, ciasnotą. Mieliśmy tylko dwa pokoje, zero prywatności, komfortu. Straszne. Już kiedy byłam bardzo mała, wiedziałam, że nie chcę tak żyć. Nie chcę zostać na wsi, nie chcę mieć pod górkę, nie chcę być tylko i wyłącznie matką. Chcę za to: mieszkać w dużym mieście, chodzić codziennie do kina, jeździć za granicę, mieć eleganckie mieszkanie i być w nowoczesnym związku – wylicza. – I kiedy to wszystko zaczęło mi się udawać – bo zaczęłam studia w Krakowie, pojechałam na stypendium do Lizbony, a po powrocie poznałam Artura i wzięłam kredyt na mieszkanie – to z tamtych postanowień zostało tylko to, że nie chcę być matką. Tak jest do dziś – wzrusza ramionami Justyna.
Zamiast na poszukiwaniu żłobka skupia się na realizacji planów. Owszem, czasem denerwuje się na Artura, że mógłby być bardziej odpowiedzialny, ale z drugiej strony ma w domu kolorowego ptaka, który wciąga ją w swoje kolejne pasje i sprawia, że każdy dzień jest inny. Tak było ze szwedzkim, na który oboje mieli „zajawkę”. Przez rok uczyli się języka swojej ulubionej autorki kryminałów Camilli Läckberg. Potem przerzucili się na hiszpański, pojechali nawet na obóz językowy do Torremolinos. Trzy ostatnie lata to kolejna „zajawka” – Brazylia. Wracają tam każdego roku. Mają swoją ukochaną plażę Jericoacoarę, przy której trenują kitesurfing. I gdzie tu miejsce na dziecko?
- Kilka lat temu rozmawialiśmy bardzo serio o tym, czy chcemy być rodzicami. Czas nam się kurczył, dobiegaliśmy czterdziestki – mówi Justyna. – Ale doszliśmy do wniosku, że to zbyt poważna i odpowiedzialna decyzja w naszym szalonym, niespokojnym życiu. I, wbrew pozorom, nie uważam tego za egoizm, tylko za empatyczne, odpowiedzialne podejście. Dlatego uwielbiam Marię Peszek, która wyśpiewała dokładnie to, co czuję.

„Nie wiem czy chcę rozmnażać się. Nie wiem czy chcę ciąg dalszy swój mieć. Kocham Cię najbardziej na świecie. Ale nie chcę mieć dzieci”.

Maria Peszek (piosenka z płyty „Jezus Maria Peszek”)

„Współczesne społeczeństwa po raz pierwszy od tysięcy lat dały kobietom możliwość wyboru prokreacyjnego: posiadać czy też nie posiadać dzieci, dały nową ofertę życiową: wolności prokreacyjnej, wolności od dziecka”, napisały w kwartalniku naukowym „Małżeństwo i Rodzina” prof. Krystyna Slany i Izabela Szczepaniak-Wiecha z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Zauważyły też, że „bezdzietność przestaje być tak silnie stygmatyzowana jak w przeszłości, a dzięki mediom, które przedstawiają wizerunki kobiet pięknych i kreatywnych, często z atrakcyjnymi mężami, partnerami, lecz bez dzieci, trwa społeczne oswajanie z nowym zjawiskiem. Radość z posiadania potomstwa zastępowana jest radością samorealizacji i osiągania sukcesu zawodowego lub twórczego”.
Badaczki opisują wizerunek kobiety bezdzietnej jako osoby z wyższym wykształceniem, nastawionej na własny rozwój i samorealizację. Zwracają uwagę na to, że (jak pokazują zagraniczne badania) pary bezdzietne okazują sobie więcej miłości i zażyłości, bo spędzają razem więcej czasu. Ich zdaniem zjawisko bezdzietności powinno się analizować w perspektywie zmieniających się ról płciowych, gdyż „współcześnie bezdzietność jest osobistym wyborem i jawi się jako sposób – styl życia”.
Na całym świecie powstają portale (u nas np. www.nokids.pl) i organizacje (np. kanadyjska No Kidding!) zrzeszające ludzi niemających dzieci z wyboru. Ich celem jest walka z… dyskryminacją. Osoby te nie chcą być traktowane gorzej i słyszeć pytań z cyklu: „Kiedy dziecko?”.

Dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci? 

Lęk

Możliwość wyboru jest komfortem, jednak ten przypada w udziale nielicznym. Prof. Krystyna Slany i Izabela Szczepaniak-Wiecha zwracają uwagę na to, że na bezdzietność mogą decydować się osoby, które uważają, że świat ze swymi zagrożeniami, problemami i patologiami jest środowiskiem nieodpowiednim dla prokreacji. Zauważają też, że wiele z nich z powodzeniem występuje jednocześnie w rolach wspierających cioć i wujków.
Powodem bezdzietności może być też strach wynikający z traumatycznego doświadczenia z dzieciństwa, jak rozpad małżeństwa rodziców, ich nadopiekuńczość lub inwalidztwo. Coraz więcej mówi się również o tokofobii, czyli nadnaturalnym lęku przed ciążą i porodem objawiającym się m.in. atakami paniki. Według brytyjskich badaczy doświadcza jej już co szósta kobieta i bez znaczenia są jej wykształcenie czy wiek.
Samo zaburzenie znane jest od ponad stu lat. Psychiatrzy uważają, że bywa efektem poważnej traumy, np. śmierci kogoś bliskiego (najczęściej przy porodzie), depresji. Agnieszka (39 l.), radca prawny, opowiedziała o swoim lęku przed ciążą psychologowi, a ten skierował ją do psychiatry.
– Mam opory – przyznaje Agnieszka ze wstydem. – Pracuję na eksponowanym stanowisku w niedużym mieście, więc zaraz ktoś by zobaczył, jak wychodzę z gabinetu. Mąż nie naciska, ale wiem, że chciałby zostać ojcem. Ja zaglądam do każdego napotkanego wózka, jednak lęk przed zajściem w ciążę powoduje, że nie mam ochoty na seks. W koszmarach nocnych widzę sceny krwawego porodu, czuję się więźniem własnego ciała. Wydaje mi się, że umieram z wycieńczenia. Budzę się przerażona, płaczę. To jedyna sfera w moim życiu, z którą kompletnie nie umiem sobie poradzić – mówi.
Agnieszka próbowała wielokrotnie ustalić, skąd wziął się u niej ten lęk. Przerażają ją opowieści koleżanek o ich trudnych, długich porodach.
– Mam starszą siostrę, która na każdym rodzinnym spotkaniu ubolewa, że nie ma takiej figury jak przed ciążą, a mnie – choć wcale tego nie chcę – ciągle demonstruje obwisły brzuch. Poza tym kiedy synek siostry miał trzy miesiące, szwagier odszedł do innej kobiety. Siostra wypłakiwała mi się każdego dnia, a miałam wtedy tylko 16 lat. Być może to wszystko sprawia, że poród i macierzyństwo jawią mi się jako ciąg przykrych wydarzeń? – zastanawia się głośno.
Ostatnio na świątecznym obiedzie u teściów znowu zostali zalani falą pytań pod hasłem: „To kiedy dzidziuś?”. Agnieszce chciało się płakać, gdy wyliczano im, że są już 14 lat po ślubie i „ciągle nic”. Wymyśliła, że pojedzie do psychiatry, ale w większym mieście, gdzie nikt jej nie zna. Jeśli okaże się, że potrzebna jest dłuższa terapia, będzie dojeżdżać nawet po sto kilometrów. Żeby tylko nie powtarzały się te straszne sny. I żeby rodzina przestała wreszcie o tym mówić.
– Rozumiem dobre intencje osób pytających o dzieci, bo tak należy w większości przypadków je interpretować, niemniej one nie zdają sobie sprawy z tego, że mogą wejść na bardzo grząski grunt – mówi Adam Jarczyński, pasjonat dobrych manier z Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety w Warszawie. – Gdy dwoje ludzi stara się bezskutecznie o potomstwo, każde pytanie jest dla nich wielkim bólem. Chyba że są na tyle silni, by odpowiedzieć: „Nie mamy dzieci, ciąża była poroniona”. Wiem z autopsji, że to zamyka dyskusję i jest najskuteczniejsze wobec ciekawskich (swoją drogą, taką odpowiedź mogą uznać za nietaktowną!).
Jarczyński wspomina, że kiedy przed laty był na stażu w pewnej ambasadzie, sam zadawał wiele pytań. Doświadczony dyplomata doradził mu wtedy, by przed każdym z nich pomyślał: mógłbym spytać, ale po co?
– Pewnie dlatego francuski artysta Jean Cocteau powiedział, że takt polega na wiedzy, jak daleko można się posunąć, aby nie posunąć się za daleko – dodaje Jarczyński. – Dla mnie pytanie związane z tak delikatną materią jak planowanie rodziny jest przekroczeniem granicy, o której wspomina poeta. Jest ono bowiem intymne, zarezerwowane dla bardzo wąskiego grona, do którego często nie zaliczają się nawet tak bliskie osoby jak rodzice.

Chorobaciaza_wiek_infografika_610_a

– Wiadomość o ciąży aktorki Małgorzaty Kożuchowskiej przyjęłam ze wzruszeniem, bo udowodniła, że po czterdziestce też można zostać mamą zdrowego dziecka. Na moją wyobraźnię działają także opowieści o słynnych pierworódkach: aktorkach Halle Berry, Nicole Kidman, Salmie Hayek i Umie Thurman czy o francuskiej minister sprawiedliwości Rachidzie Dati. Wszystkie miały ponad 40 lat. Ja kilka dni przed 30. urodzinami dowiedziałam się, że mam wrodzoną niewydolność jajników i prawdopodobnie nigdy nie zajdę w ciążę – mówi Marta (41 l.), koordynatorka działu handlowego w dużej firmie.
– Przez kilka lat skupiałam się niemal wyłącznie na zajściu w ciążę. Miałam nawet dwie próby in vitro. Nieudane. Chociaż lekarze uważają, że w tej chwili moje szanse na urodzenie dziecka są zerowe, ja jeszcze trzymam się kurczowo nadziei. Wierzę w cud, jakkolwiek śmiesznie czy dziwnie to zabrzmi. Przez ostatnie lata poznałam tyle niewiarygodnych historii par, którym powiedziano, że nigdy nie będą rodzicami, że mam prawo wierzyć – dodaje z uśmiechem.
Marta jest w stanie porzucić karierę dla dziecka. Od dawna dba o tzw. życiowy balans. Wieczorem po pracy przebiera się w zwiewne hinduskie szaty, wyłącza komórkę, rozpyla olejki, medytuje. Do szczęścia potrzebuje tylko i aż dziecka. Jej drugi mąż nie pragnie go tak mocno jak ona, bo ma bliźnięta z poprzedniego związku.
– Daję sobie czas do końca tego roku. Jeśli cud się nie zdarzy, to złożymy wniosek o adopcję. Jestem gotowa na przyjęcie nawet dwójki dzieci, nie wiem tylko, co na to mąż. Ale mamy idealne warunki: jesteśmy doświadczeni i zabezpieczeni materialnie. W naszym domu na poddaszu są dwa puste pokoje, tylko czekam, żeby zacząć je meblować – mówi.
Czy pytania o brak dziecka przeszkadzają jej tak mocno jak innym kobietom?
– Nie. Wierzę bowiem, że wynikają z troski, a nie z niezdrowej ciekawości czy wścibstwa. Zawsze ze spokojem odpowiadam, że na wszystko przychodzi w życiu odpowiedni czas i widać nie my o tym decydujemy. – Marta wymownie spogląda w górę. Właśnie dziś czeka na odwiedziny nastoletnich dzieci swojego męża. Lubi te wizyty, bo wtedy ich przestronny dom ożywa. Od ścian odbijają się wesołe okrzyki, śmiech. Ona obserwuje wtedy swojego rozluźnionego męża i wierzy, że – choć jeszcze w sumie o tym nie rozmawiali – on zgodzi się na adopcję.

 

Nie mam z kim

– Jedyny mężczyzna, z którym mogłabym mieć dziecko, był poza zasięgiem. Moim zasięgiem – uśmiecha się Iwona (55 l.), pedagog. – Kochałam tylko raz. Wszystko, co było przedtem i później, to przelotne zauroczenia. Dlaczego nam nie wyszło? Miał żonę. Próbował grać na dwa fronty, ale dla mnie to było zbyt poniżające, frustrujące. Za bardzo go kochałam, żeby się nim dzielić. A gdy postawiłam warunek, że ma wreszcie wybrać, został z żoną. Nie naciskałam. Wycofałam się, ale trwałam w tej miłości jeszcze przez lata. Potem oni się wyprowadzili z naszego miasta i miałam spokój. Spotkałam go kiedyś przypadkiem, ledwo skinął głową na mój widok. Zabolało.
O takich ludziach jak ona mówi się, że mają serce na dłoni. Iwona mieszka z matką w dużym, starym domu, do którego bez przerwy ktoś wpada. A to sąsiedzi, a to kuzynka, a to brat z rodziną, a to przyjaciółki. Już trzeci kundelek znalazł u niej schronienie. Sąsiad podrzucił papugę, kiedy rok temu wyjeżdżał na Kretę, i nie wrócił po pupilkę. Bo Iwona matkuje całemu światu.
– Rozmawiamy szczerze, prawda? – upewnia się. – Na co dzień nie odczuwam braku dziecka, tyle się dzieje. Jestem aktywna zawodowo, towarzysko, mam wokół siebie kochających ludzi. Poza tym nie wiem, jak to jest być matką, więc nie tęsknię. Czasem, jak przyjdą dzieci brata albo sąsiadów, dopada mnie chwilowa nostalgia, że może mogłabym, że fajnie by było. Ale to mija, nie rozpaczam. Przy świątecznym stole zasiada u nas dwadzieścia osób. Dom jest zawsze pełen ludzi, aż nieraz mam dość – dodaje wesoło.
Raz do roku, pod koniec wakacji, Iwona organizuje zjazd rodzinny. Z Niemiec i Anglii przyjeżdżają siostry jej matki z dziećmi i wnukami.
– Kiedy ich wszystkich spotykam, nagle dostrzegam, ile radości, ale i zmartwień niesie rodzicielstwo – mówi Iwona. – Może tak miało być, że cała moja uwaga jest przekierowana na innych? Wszystkie dzieciaki w rodzinie zwierzają się właśnie mnie – dodaje. – Naprawdę smutno jest mi tylko wtedy, gdy matka co jakiś czas wzdycha: „Iwonko, byłabyś taką wspaniałą mamą!”. Albo: „A z kim ty zostaniesz, jak mnie zabraknie?”. Nie wiem, co odpowiedzieć, więc idę zmywać naczynia.

źródło: magazyn PANI 3/2015

comment_JQPcKImxWimG5Wbk1dOl8U6lNFED873X

Zdrowy sen

Sen jest niezbędnym elementem życia każdego człowieka. W czasie snu spada temperatura ciała, praca poszczególnych narządów ulega spowolnieniu i zmniejsza się wydatek energetyczny organizmu. Sen pozwala na ogólny odpoczynek i regenerację. Zapewnia szybsze gojenie się ran oraz umożliwia konsolidację wspomnień. Dzięki niemu jesteśmy w stanie poprawnie funkcjonować na co dzień.

Bez snu nie da się żyć. Szybciej umrzemy niewyspani niż głodni. Niekoniecznie każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest zdrowy sen. Zdrowy, czyli spokojny, odpowiednio długi, zapewniający nam regenerację ciała i umysłu. Niestety, chroniczny niedobór snu zaczyna być cechą powszechną w rozwiniętych krajach. Nie śpimy wystarczająco długo, a to oznacza, iż zakłócone zostają naturalne procesy zachodzące w organizmie w trakcie spania. Przykładem może być wydzielanie hormonu wzrostu, które następuje wyłącznie podczas snu. Hormon ten jest potrzebny nie tylko dzieciom – ma także ogromnie znaczenie dla odbudowy tkanek dorosłych osób.

Kiedy, gdzie i jak długo spać?

sen_dlugosc_infografikaNajefektywniejszy jest sen w nocy. Wynika to z konstrukcji naszego zegara biologicznego. W godzinach wieczornych (około 21.00) w naszym organizmie rozpoczyna się wydzielanie melatoniny – hormonu odpowiedzialnego za uczucie senności – a proces ten trwa aż do rana (do około 7.30). To właśnie w tym czasie powinniśmy położyć się do łóżka na kilka godzin – najlepiej na nie mniej niż 7,5 a nie więcej niż 9.

Jak zatem dowiedzieć się ile snu potrzebuje Twój organizm? Należy przyjrzeć się sobie na wakacjach, gdy możemy spać tak długo, jak chcemy. Z pewnością przez kilka pierwszych dni będziemy spać bardzo długo – odsypiając wszystkie „zaległości”.  Jednak już pod koniec pierwszego tygodnia wakacji, nasz organizm będzie prawdopodobnie spał tyle godzin, ile jest mu potrzebne. Zapamiętaj, ile czasu zajął ci sen i staraj się spać równie długo w ciągu tygodnia pracy. Miejmy nadzieję, że odtąd, zanim weźmiesz zbyt dużo pracy „do domu”, czy zanim zaczniesz oglądać „kino nocne” w telewizji, zastanowisz się, czy naprawdę warto poświęcać dla tych rzeczy swoje zdrowie.

Dla jakości naszego snu ważne jest odpowiednie przygotowanie miejsca wypoczynku. Należy zadbać o ciszę, ponieważ podczas snu pozostajemy wrażliwi na bodźce, które mogą zakłócić nam jego przebieg. Warto przewietrzyć sypialnię, bo zazwyczaj robimy to zbyt rzadko i w naszym pokoju do spania znajduje się tylko 6 proc. tlenu, co stanowi zagrożenie dla naszego organizmu. I nie zaszkodzi postarać się o trochę zieleni, która nie dość, że dostarczy nam więcej tlenu, to jeszcze zapewni nam spokój, gdyż w trakcie snu drgamy z taką samą częstotliwością, co rośliny (12 MHz).

Nie należy obciążać układu trawiennego, który w nocy działa na wolniejszych obrotach. Poleciła ostatni posiłek spożyć na 3 -4 godziny przed snem i powstrzymać się od późniejszego podjadania.
Jeśli zjemy na godzinę przed snem, to nasz organizm zamiast odpoczywać, będzie w nocy ciężko pracował i rano obudzimy się nie dlatego, że się wyspaliśmy, ale dlatego, że skończyliśmy trawić.

Zanim położymy się do łóżka, powinniśmy zaplanować sobie kolejny dzień, aby nic nas nie rozpraszało podczas odpoczynku. Po udaniu się do sypialni możemy spróbować przywołać uczucie senności poprzez wyobrażenie sobie przyjemnego, uspokajającego krajobrazu. Nie polecamy stosowania metody nazywanej „liczeniem baranów”, ani wykonywania innych zbyt angażujących poznawczo czynności myślowych, bo utrudniają one zapadanie w sen.

Jeśli zasypiamy w ciągu 5 minut od momentu przyjęcia pozycji leżącej, możemy być przemęczeni. Prawidłowy czas zasypiania wynosi 10–15 minut.

Brak snu źle odbija się na naszym organizmie. Następuje wtedy osłabienie układu odpornościowego, spada szybkość reakcji, zdolność do zapamiętywania informacji i obniża się produkcja glukozy. Człowiek ma wrażenie, że rzeczywistość przyspiesza. Jego ruchy są spowolnione, ale świat mu pędzi i wtedy naprawdę ciężko mu zapanować nad tym, co się dzieje.

Niewyspanie sprzyja podejmowaniu ryzykownych zachowań, a także przybieraniu na wadze – cukier, zamiast w energię, jest przekształcany w tłuszcz.

Po 36 godzinach bez snu u ludzi występują symptomy przypominające napad migreny: nadwrażliwość na bodźce, nudności, zamazanie obrazu, uporczywy ból głowy. Z pewnością pogarsza nam się nastrój, mamy mniej energii, czujemy się wyczerpani. Jednym z pierwszych objawów chronicznego niedoboru snu, jest utrata poczucia humoru. Żarty przestają nas śmieszyć, nie odczuwamy przyjemności z rzeczy i czynności, które do tej pory sprawiały nam radość. Niedobór snu ma niekorzystny wpływ na twoją sprawność i efektywność w pracy. Niedobór snu obniża nasz refleks i negatywnie wpływa na utrzymanie uwagi, co jest szczególnie niebezpieczne dla kierowców, gdyż może być przyczyną wypadków drogowych. Po dłuższym okresie spędzonym bez odpoczynku pojawiają się halucynacje i uczucie depersonalizacji – niewyspanie może doprowadzić do psychozy.

Człowiek o nadmiernie wymęczonym organizmie, pozbawiony w długim okresie czasu  snu, potrafi absolutnie nieświadomie przespać nawet do około 2 minut.

Sen to nie tylko zamknięcie oczu, ale proces regeneracji całego organizmu.

Kobiety sypiają gorzej niż mężczyźni

Jednym z powodów jest fakt, że są bardziej emocjonalne od facetów. A strefa emocjonalna ma ścisły związek z jakością snu. Bezsenność kobieca jest też bardziej skomplikowana, bowiem kobiety bez większego wahania sięgają po tabletki na sen, a to nie rozwiązuje problemu, tylko go pogłębia. Co jeszcze nam przeszkadza?

Skoro Twoje życie toczy się w określonym cyklu, a ów cykl uzależniony jest od hormonów – samopoczucie, odporność na stres oraz Twój sen również od tego cyklu zależą.

Pierwsza faza cyklu menstruacyjnego – estrogenowa – charakteryzuje się większym pobudzeniem, a druga – progesteronowa – wyciszeniem.

To dlatego w pierwszym okresie Twój sen jest płytszy, częściej przerywany, a w drugim spokojniejszy i głębszy. Najgorzej jest między tymi fazami: w czasie miesiączkowania czy owulacji. Wówczas huśtasz się hormonalnie, cierpisz choćby z powodu PMS, jesteś bardziej pobudzona i mniej stabilna emocjonalnie. Jeśli na to nałożą się problemy w pracy, kłótnia z partnerem lub cokolwiek, co wytrąci Cię z równowagi, furtka do zarwanej nocy właśnie się otwiera.

„Współczesność dodatkowo obciążyła kobiety” 

Jakby tego wszystkiego było mało, naukowcy są coraz bardziej przekonani o tym, że istnieje coś takiego jak gen bezsenności, czyli większe predyspozycje do problemów ze snem. Mogą je mieć te kobiety, których matki źle sypiały, co pozwala przypuszczać, że skłonność do bezsenności może być dziedziczona.

Dr Skalski, który prowadzi treningi nauki spania, proponuje przeprowadzić na sobie prosty test. Odpowiedz na pytanie: czy źle śpisz, jeśli następnego dnia masz ważne spotkanie, wyjazd lub wieczorem obejrzysz emocjonujący fi lm? Jeśli w każdym przypadku odpowiedziałaś twierdząco, wszystko wskazuje na to, że jesteś w grupie ryzyka.

I ostatnia rzecz: Ty sama dolewasz oliwy do ognia. Czym? Choćby kawą. Przyznaj się przed sobą szczerze, czy kontrolujesz ilość kaw, czy też pijesz kolejną, gdy tylko poczujesz znużenie?

Każdy rodzaj kofeiny: w kawie, herbacie, a nawet niewielkie ilości w czekoladzie do picia mogą zaburzać sen, jeśli pijesz po godzinie 14

 

Sposoby na dobry sen:pozycja_snu_infografika

  • Wyłącz światło

Zadbaj o to, żeby w Twojej sypialni było ciemno. Najlepiej zupełnie. Zgaś światło, zaciągnij zasłony, opuść rolety. Światło hamuje bowiem wydzielanie przez Twój organizm melatoniny, a to właśnie ona jest odpowiedzialna za uczucie senności.

  • Ugnij nogi…

…w kolanach i w biodrach. Nie musisz się zaraz składać jak scyzoryk, wystarczy lekko ugiąć. Taka pozycja stabilizuje ciało (nie odwrócisz się na brzuch ani na plecy) i zmniejsza ucisk na dyski kręgowe, dzięki czemu rano obudzisz się bez bólu pleców.

 

  • Użyj poduszki

Chociaż poduszka, jak sama nazwa wskazuje, powinna być pod uchem, Ty lepiej jedną z nich włóż sobie między kolana. W ten sposób zmniejszysz ucisk na nerw kulszowy. Możesz użyć do tego zwiniętej kołdry.

  •  Połóż się na boku

Gdy zasypiasz, leżąc na wznak lub na brzuchu, Twój kręgosłup ugina się pod niewłaściwym kątem. Jeśli prześpisz tak całą noc, rano zapewne obudzisz się zmęczony i obolały.

  • Ręce do góry

A dokładniej – do góry i do przodu, przed twarz. Jeśli obejmiesz nimi poduszkę, ta ręka, którą położysz na górze, będzie mogła lepiej odpocząć, nie nadwerężając stawów.

  • Napij się mleka

Na kolację zjedz coś lekkiego i nasennego. Najlepszym usypiaczem z kuchni jest szklanka mleka, które zawiera wyzwalający uczucie senności tryptofan. Unikaj natomiast produktów, które zwiększają objętość w żołądku, np. białego pieczywa czy pieczarek, bo w nocy będą uciskać pęcherz i będziesz musiał wstawać do toalety.

  • Emocjonuj się po południu

Naukowcy są zgodni, że podnoszące poziom adrenaliny gry, piosenki i filmy działają pobudzająco, powodują m.in. problemy z zasypianiem. Dlatego nie graj wieczorem na komputerze, nie słuchaj ostrej muzyki i przede wszystkim – wyrzuć telewizor z sypialni. Zostaw tam tylko odtwarzacz CD z relaksującą muzyką. Badania wykazały, że łagodne, monotonne dźwięki pomagają Ci się rozluźnić.

  •  Weź ciepłą kąpiel

Najlepiej godzinę przed snem. Ciepła woda zadziała na Twój organizm podobnie jak ciepłe mleko. Sprawi, że mięśnie będą się powoli rozluźniać, a Ty łatwiej zaśniesz. Zimny prysznic bierz wyłącznie rano: jego działanie jest dokładnie odwrotne.

 

„Sen jest papierkiem lakmusowym Twojego zdrowia fizycznego lub psychicznego” 

 

700_층간소음

Piękny umysł cz. 1

Luty, to nie tylko ferie… Dla studentów, to egzaminy i zaliczenia, a dla maturzystów ostatni dzwonek przed majowym testem dojrzałości.
Część osób na pewno zna zostawianie wszystkiego na ostatnią chwilę, picie litrów kawy i spanie po 2 godziny dziennie, prawda? Dla organizmu to istny koszmar!

Jak sobie pomóc i sprawić, aby nauka wydawała się choć trochę bardziej przyjazna, a samo przyswajanie wiedzy było łatwiejsze i bardziej efektywne?

Przygotuj się!

  • Motywacja
    Pozytywne nastawienie, to połowa sukcesu. Jeżeli postawisz sobie odpowiedni cel (5 ze sprawdzianu, zdany egzamin) oraz nagrodę, która czeka Cię za jego osiągnięcie (duże lody, leniwy wieczór, zakupy, impreza, czy co tam tylko chcesz), to łatwiej będzie Ci się zmotywować do czynności, które sprawią, że cel ten zrealizujesz. Po odpowiednim nastawieniu jak najszybciej zacznij! Początek jest najtrudniejszym etapem, o czym wiemy chyba wszyscy. Jak już zaczniesz, to dużo łatwiej będzie Ci kontynuować.
  • Porządki
    “Jeszcze tylko pomaluję ściany w pokoju na niebiesko i mogę zacząć się uczyć…” Znasz to? Jest w tym trochę prawdy. Nikt nie mówi teraz o generalnych porządkach trwających kilka godzin, które można przeznaczyć na naukę. Zwróć jednak uwagę na swoje biurko. Chaotycznie ułożone rzeczy, to niesamowity rozpraszacz. Umysł lubi mielić w tle podobne obrazy, szczególnie jak się nudzi nad podręcznikiem. Uporządkuj więc swoje miejsce pracy, zostaw same potrzebne rzeczy i do dzieła! Przewietrz również pokój – lepiej dotleniony, myślisz efektywniej.
  • Sen
    Jeśli masz w planach naukę, dzień wcześniej zrezygnuj z serialu i połóż się spać. Śpiący umysł, to głupi umysł!
  • Materiały
    Przerywanie nauki co 3 minuty w poszukiwaniu notatek nie wpłynie korzystnie na czas przyswojenia wiedzy :) Warto podczas robienia porządków zostawić na biurku wszystkie notatki i potrzebne książki. Na komputerze wrzuć wszystkie potrzebne pliki do jednego folderu i staraj się unikać otwierania przeglądarki. Stamtąd już bardzo krótka droga na portale społecznościowe, ulubione blogi i strony. Nie oszukuj się, że spędzisz tam tylko minutę!
  • Plan nauki
    Może być luźny, ale niech ma formę listy do odhaczania. Pozwoli to zobaczyć progres w opanowywaniu materiału lub dodawać notatki do poszczególnych działów. Zaplanuj również przerwy – optymalne są kilkuminutowe co pół godziny.
  • Napoje / przekąski
    Ustaw sobie w pobliżu biurka wodę/herbatę/kawę/małe kanapki/owoce czy cokolwiek innego. Każda wycieczka do lodówki mniej to jeden przeczytany akapit więcej :) Pamiętaj jednak o zachowaniu jakości i umiaru w przygotowywaniu jedzenia – nauka może pochłonąć Ciebie, a Ty miskę chipsów czy żelków. Jeśli je uwielbiasz, niech będzie to Twój cel – jednorazowa nagroda po opanowaniu dużej porcji materiału.
  • Wygoda
    Wskocz w ulubiony dres i bluzę (nie mylić z piżamą, która aż się prosi o wrócenie do łóżka!). Dostosuj wysokość krzesła do biurka – jeśli masz przy nim spędzić dużo czasu, zadbaj o to, by Twój kręgosłup nie ucierpiał w imię nauki.
  • Wymówki
    Wymyśl zawczasu wszystkie jakie Twoja psychika może próbować Ci podrzucić w trakcie nauki i przygotuj się na nie. Jeśli zawsze podczas nauki masz ochotę na owoce – postaw je od razu na biurku.
  • Muzyka (opcjonalnie)
    Są jej przeciwnicy, którzy muszą mieć absolutną ciszę, by się skupić (tu sprawdzą się stopery do uszu by wyeliminować rozpraszające dźwięki z zewnątrz). Jeśli lubisz, wybierz odpowiednią muzykę. Najlepiej powtarzalną, bez słów lub w obcym języku, w miarę przewidywalną i pobudzającą. Zrezygnuj z płyty ulubionego zespołu – Twój mózg skupi się na nuceniu piosenek i przywoływaniu teledysków i miłych skojarzeń, a nie na notatkach. W Internecie łatwo znajdziesz propozycje muzyki do nauki pomagającej w skupieniu – spróbuj.

Gotowi? :)

Niebawem znajdziesz u nas proste metody skutecznej nauki.

HLF_178107631

Jak się mądrze kłócić?

Sprzeczka w związku to nic niezwykłego. Jednak czasami słowo wypowiedziane nie w porę może wywołać lawinę nieporozumień. Dlatego dowiedz się, jak kłócić się umiejętnie, nie niszcząc przy tym tego, co dla was najważniejsze – miłości.
Ups! I stało się. Kolejna sprzeczka, powiedziałeś/aś o słowo za dużo. Twój partner nie czekając na zbędne tłumaczenia ubrał się i trzasnął drzwiami. Czy warto było? Teraz już wiesz, że nie. Wiesz także, że to nie koniec. Czeka Cię jeszcze wiele cichych godzin (a może nawet dni), podczas których po raz setny będziesz analizować przebieg waszej kłótni. I tak w kółko, bez przerwy. Jak złamać tą niekończącą się zmowę milczenia? Przede wszystkim dowiedz się, jak kłócić się umiejętnie, aby następnym razem nie przekroczyć niewidzialnej granicy, za którą nie ma już nic.

Raz, dwa, trzy – gorszy jesteś Ty!

Nie ma związków idealnych a niektóre pary docierają się przez całe życie. Co więcej, kłótnia jest jak burza – rozładowuje narastające pomiędzy partnerami napięcie. Wiedz jednak, że nawet podczas sprzeczki (a może zwłaszcza podczas sprzeczki) nie wszystkie chwyty są dozwolone. Zatem, czego absolutnie nie wolno mówić? Przede wszystkim nigdy nie porównuj! Zanim to zrobisz, zastanów się czy byłoby Ci miło słyszeć: „Dlaczego nie jesteś taki/a jak…?” Zawsze szanuj drugą osobę jeśli chcesz, by ona szanowała Ciebie.
Nie wypominaj! Ugryź się w język jeśli kolejny raz chcesz wrócić do sytuacji z przeszłości, których obiecywaliście już nie rozdrapywać. Nie wyliczaj wszystkiego, co Twój partner zrobił „nie tak” od początku trwania waszego związku. Mów tylko o tym, co tu i teraz. O tym, co aktualne. Jeśli więc mimo złości chcesz załagodzić sytuację między Wami, weź trzy głębokie wdechy i nie daj się „nakręcać”!

Nie każ się domyślać

„- Kochanie, co się stało?
– Nic.”

„- Kochanie, co się stało?
– Domyśl się.”

Brzmi znajomo? :)
Pamiętaj, aby wyrażać się jasno. Twój partner nie ma supermocy czytania w myślach. Opowiadaj o swoich emocjach w prosty, nieskomplikowany sposób, np. jestem zła, bo zabolało mnie to, że zapomniałeś o moich imieninach. Wysyłając jasny komunikat możesz być pewna, że zostaniesz zrozumiana w stu procentach. Dzięki czemu unikniecie dodatkowych nieporozumień.

„- Kochanie, co się stało?
– Nie podoba mi się to, że nie mówisz mi o swoich planach. Jest mi przykro, ponieważ przygotowałam/em kolację i miałam/em nadzieję, że dzisiejszy wieczór spędzimy razem.”

Czyż nie lepiej?

Zanim zadasz cios prosto w serce

Często zdarza się, że będąc zranionym pragniemy odwdzięczyć się pięknym za nadobne. Czym się kierujemy? Większość z nas myśli wtedy: „Powiem mu coś takiego, żeby go zabolało tak jak mnie”. Uwierz, nie warto. Po co zaogniać sytuację? Pamiętaj także, aby nie kłamać. Nawet wtedy, kiedy emocje już opadną ukochana osoba nie zapomni o tym, co powiedzieliśmy. Niestety, nawet gdy sprzeczka się zakończy, nie można cofnąć tego, co zostało wypowiedziane. Dlatego lepiej ugryźć się w język zawczasu, niż cierpieć po fakcie.

Między słowami…

…czyli nadinterpretacja. Szczególnie w emocjonalnych sytuacjach nietrudno jest odebrać zwykłe stwierdzenie jako atak. Różnice charakterów, zachowań, a także płci potrafią sprawić, że to samo zdanie potrafimy interpretować zupełnie inaczej niż druga osoba. Dlatego tak ważna jest rozmowa. Jeśli nie jesteś pewny/a czy zrozumiałeś/aś coś źle – dopytaj! Pamiętaj o bezpośrednim przekazie, np.: „Czy masz na myśli, że…?” Rozwieje to wątpliwości i przede wszystkim pokaże partnerowi, że go słuchasz.

Znajdź złoty środek

No właśnie – nie tylko mów, ale i słuchaj. Dopóki będziesz skupiać się wyłącznie na sobie, będą powstawały niezliczone konflikty. To normalne, że będą się pojawiać problemy i może się nawet wydawać, że nie da się ich pogodzić. Trzeba jednak znaleźć złoty środek. Jak? Rozmową! Życie w związku, to sztuka kompromisów. Nawet jeśli nie uda się dojść do nich od razu, to próbuj. Im spokojniej, tym lepiej. Jeżeli udało Wam się dojść do porozumienia, staraj się pogodzić. Nie stawiaj się w roli zranionej ofiary, przeproś lub przyjmij przeprosiny. Pamiętaj, że konstruktywna kłótnia wymaga wysiłku, dobrych chęci, cierpliwości, odwagi i umiejętności. Ale czego się nie robi dla ukochanej osoby?

Każdy spór może prowadzić do udoskonalenia związku i lepszego poznania partnera. Sprzeczka powinna prowadzić do wyjaśnienia nieporozumień, jakie pomiędzy wami zaszły. Dobrze przeprowadzona może budować, wyjaśniać nieporozumienia i oczyszczać sytuację, ale nieumiejętnie pokierowana może też zniszczyć to, co już dawno razem wznieśliście – miłość.