Dobre przeklinanie

Czy też należysz do grona osób, które uważają się za inteligentne i wykształcone, ale ze wstydem przyznających się, że nadużywają niecenzuralnych słów? Od dzisiaj możesz przestać się tym przejmować – udowodniono, że przeklinanie, wbrew pozorom, dobrze o tobie świadczy!

taalblunders-GettyImages-690116124

Czy istnieje coś takiego jak „dobre przeklinanie”? Prof. Jerzy Bralczyk ma na ten temat dość konserwatywne zdanie – wielokrotnie powtarzał, że samo rozmawianie o przeklinaniu jest niestosowne. To spojrzenie okiem słynnego językoznawcy i retoryka, nie pokrywa się ze zdaniem grupy amerykańskich naukowców, którzy wzięli ten nawyk pod lupę pod kątem zagadnień psychologicznych i osobowościowych.

Mimo, iż przeklinanie uznawane jest najczęściej za przejaw braku kultury, rzecz w złym guście oraz kojarzone z marginesem społecznym, to okazuje się, że często nierozerwalnie związane jest z bardzo pożądaną cechą charakteru.

Gilad Feldman, Huiwen Lian, Michal Kosinski i David Stillwell, odpowiedzialni za badanie naukowe, poprosili grupę 276 osób ankietowanych, aby wymienili listę słów najczęściej przez nich używanych. W tej liście mieli również zawrzeć przekleństwa, jeśli je stosują w swojej codziennej mowie. Kolejnym krokiem eksperymentu, było wypełnienie przez badanych kwestionariusza, w którym mieli określić czy i w jakim stopniu zgadzają się z takimi stwierdzeniami jak „nigdy nie kłamię”, „wszystkie moje przyzwyczajenia są dobre” itp.

shutterstock_614617298

Celem badania było określenie poziomu szczerości każdej z ankietowanych osób. Wyniki okazały się zarówno dla badanych, jak i badaczy, zaskakujące. Wywnioskowano, że osoby, które częściej używają wulgaryzmów, są jednocześnie bardziej szczere oraz w bezpośredni sposób przedstawiają otoczeniu swoje poglądy, bez zbędnego lawirowania. Na przeklinanie można więc patrzeć dwojako. Często uważamy, że jeśli ktoś przeklina, to świadczy o jego charakterze, który oceniamy jako negatywny, gdyż doklejamy mu łatkę „prostaka” lub kogoś z marginesu społecznego. Z drugiej jednak strony, osoby, które spontanicznie używają wulgaryzmów i nie zastanawiają się jak coś ubrać w słowa, są bardziej szczere i prawdopodobnie ich opowieści są prawdziwsze.

Tak się składa, że nasz język ojczysty, pozostawia nam spore pole do popisu na tle dobierania słów, także tych „brzydkich”. Język polski należy do grupy języków najbardziej obfitujących w różnego rodzaju niecenzuralne słowa. Diabeł tkwi w tym, aby używać ich umiejętnie. Jeśli ktoś wtrąca co drugie słowo „k****”, „ch**” itp. , i staje się to niejako „przecinkiem” w zdaniu, musimy liczyć się z tym, że odbiorcy naszej wypowiedzi nie dość, że zwiędną uszy, to jeszcze wyrobi sobie o nas niezbyt pozytywne zdanie.  Przeklinanie, które nie podkreśla ekspresji naszej wypowiedzi ani nie jest trafnym określeniem i odniesieniem do konkretnej sytuacji, należy do przeklinania „pustego”, nie niosącego za sobą żadnego przekazu, a jedynie bezmyślny, ordynarny bełkot. Czy powinniśmy przeklinać? Oczywiście, że nie. To, że zaczniemy lub ograniczymy liczbę przekleństw nie stworzy z nas szczerych, bezpośrednich i godnych zaufania ludzi. Jeśli jednak jest to naszym nawykiem językowym, uważajmy po prostu, aby nie razić tym swoich rozmówców.

Wyniki eksperymentu amerykańskich naukowców, zostały zweryfikowane również w social mediach. Po sprawdzeniu ponad 75 tys. profili na Facebook’u, okazało się, że mogą potwierdzić swoją wcześniejszą tezę. Częste przeklinanie jest również objawem ekspresji i szczerości, a nie tylko negatywnych wzorców z patologicznego środowiska.

African American woman shouting, screaming or swearing on blackboard background

Źródło:

https://kobieta.wp.pl/